Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Living Mobile. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Living Mobile. Pokaż wszystkie posty

26 września 2009

London Racer: Police Madness

Jest to zdaje się już starsza gierka - piszę „zdaje się“, bo nie da się znaleźć daty produkcji. Stylem przypomina znane sprzed kilku lat gry wyścigowe, jak „Asphalt“ lub klasyczny „Pitstop“ - widok zza samochodu, prosta, dwuwymiarowa grafika, nieskomplikowane sterowanie. Aha, i jest to konwersja z komputera i konsol.

Mamy tu kilka trybów rozgrywki, choć najbardziej interesującym jest kariera i o niej warto opowiedzieć. Obserwujemy tu drogę młodego policjanta „od zera do bohatera“. Naturalnie chodzi o pracę w tzw. drogówce. Jeździmy sobie spokojnie po mieście, czyli w zasadzie po klasycznym torze, gdzie raz na jakiś czas widać niedzielnych kierowców i łapiemy przestępców. Misje skonstruowane są na zasadzie łapania danego przestępstwa - np. trzeba zgarnąć dwóch pijanych kierowców. Ale po drodze napotkamy też innych mijających się z prawem gagatków, a sztuką jest złapać wszystkich, plus tych wymaganych, ale w określonym czasie.

Samo łapanie to prosta gra, wystarczy zajechać takiemu drogę i uderzyć wozem w jego pojazd. Gra niestety szybko robi się monotonna, głównie za sprawą praktycznie wcale nie zmieniającej się grafiki. Warto też wspomnieć o innym dziwnym problemie - wszystkie misje toczą się na drodze jednokierunkowej - tu nie znajdziemy jadących z naprzeciwka samochodów, wszystkie jadą do przodu. Ogólnie rzecz biorąc - dziś już tego tytułu oglądać raczej nie warto...


4 kwietnia 2009

Fatal Fury Mobile

O ile pamiętam, Fatal Fury firmy SNK przez pewien czas był tak znany i lubiany, jak Street Fighter II wiadomego producenta. Gra znalazła swoich fanów, o czym najlepiej świadczyła liczba konwersji na inne platformy. Trafiła także na telefon komórkowy, a szkoda, bo każdy, kto przygodę z Fatal Fury zacznie od komórki właśnie, będzie miał stosunkowo kiepską opinię o serii. Parę lat temu była to norma, że producenci na telefonach "odgrzewali" swoje hity sprzed lat, wspomniane Street Fighter II to nic innego, jak najlepszy na to dowód, wspomnieć trzeba też koniecznie o Final Fight, jednej z najlepszych gier w ogóle... Szkoda, że Living Mobile się nie postarało.

Do dyspozycji dostajemy ośmiu zawodników, z początku można grać jedynie dwoma z nich. Fani serii pewnie poznają swoich ulubieńców. Zasady są klasyczne do bólu, walka trwa do dwóch zwycięstw, czyli maksymalnie trzy rundy. Rzecz jasna można zwyciężyć tak przez nokaut, jak i na czas. Zawodnik może zastosować następujące ciosy: słaby i mocny rękami (1 i 3), słaby i mocny nogami (7 i 9), kopniak z wyskoku (2) oraz cios niski (8). Nie znajdziemy tu opcji swobodnego skoku, nie znajdziemy też opcji biegu w przód, lub szybkiego cofnięcia się. A szkoda, bo to według mnie elementy konieczne...



Co jest nie tak? Otóż nie ma znaczenia, kim gramy, skoro każdy ma takie same ciosy, tak samo wyglądające... Owszem, są także ataki specjalne. Jednakże JESZCZE NIE WIDZIAŁEM GRY, W KTÓREJ ATAKI SPECJALNY BYŁY BY TAK ŹLE POMYŚLANE! Wyobraź sobie, drogi fanie Fatal Fury, że atak specjalny, combo to po prostu uderzenie 0-4-7 lub 0-6-9. I to wszystko... Nie można się oprzeć wrażeniu, że producent dał tę opcję po prostu dla sztuki. Żeby chociaż jakaś mini gra się pojawiła, by poprawnie wykonać atak, jakieś naparzanie po guzikach telefonu, cokolwiek...

Poza tym gra oferuje całkiem przyzwoitą grafikę, typową dla serii, z animowanymi tłami (np. walka na platformie pędzącego pociągu). Jednak... obojętnie jaki znajdziemy w niej plus, choćby i najbardziej nietypowy i nieprawdopodobny, fakt pozostaje faktem - w Fatal Fury Mobile grać z radością będą tylko fani serii, którym aktualnie zepsuła się konsola, bo miłośnicy po prostu bijatyk grę szybko usuną, wracając do Medieval Combat: Age Of Glory Gameloftu, która w kwestii bijatyk 2D na komórki wciąż dzierży palmę pierwszeństwa.


1 lipca 2008

Einstein Trener Umysłu


Tekst w serwisie gaminator.pl:


21 maja 2008

Cars: Radiator Springs 500


Tekst w serwisie gaminator.pl:


Duckburg PD - Donald on Duty

Zatęskniłem do rozrywki w stylu Diner Dash 2 czy Gas Station. No i mam farta - akurat w tym momencie trafiła mi się gra Disneya, zbudowana jak wyżej wymienione, w której wcielamy się w Kaczora Donalda.

Donald wreszcie znalazł pracę. I to nie byle jaką - normalnie został funkcjonariuszem policji i jego głównym zadaniem jest kierowanie ruchem ulicznym.


Odbywa się to z bardzo znany i lubiany (zwłaszcza przeze mnie) sposób: każdej ulicy na skrzyżowaniu odpowiada jeden z klawiszy telefonów. Po prostu klikając klawisz - dajemy zielony sygnał dla zgromadzonych tam samochodów. Klikając sygnał ponownie zmieniamy zieleń w czerwień i samochody natychmiast zatrzymują się. Należy tak kombinować, by na żadnej z ulic auta zbyt długo nie czekały - mamy pasek niezadowolenia kierowców i musimy dbać, by nie wypełnił się do końca. Dlaczego? No bo...

Mamy po prostu konkurenta. Lalusiowaty, beznadziejny kuzyn Donalda Gladstone też jest kontrolerem ruchu i zwyczajnie, bezczelnie twierdzi, że jest w tym lepszy. Kto pierwszy osiągnie cel poziomu, ten otrzyma od komisarza możliwość awansu, dlatego należy uważać na zadowolenie kierowców, bowiem właśnie ich szczęście buduje naszą punktację.

Oczywiście mamy tu do roboty nieco więcej, niż tylko klikać namiętnie klawisze odpowiedzialne za zmianę ruchu. Są też zadania specjalne: np. widząc limuzynę Scroodge McDuck'a należy jak najszybciej ją przepuścić, bo stary sknerus jednak dotuje policję. Co pewien czas należy też po prostu pomóc któremuś z kierowców - niektóre samochody mają charakterystyczny znaczek, symbolizujący zadanie specjalne. Np. należy wskazać drogę zagubionym (mini gra memory), zatrzymać zbyt szybko jadących (mini gra: wciśnięcie klawisza w odpowiednim czasie) czy w czasie zimy sprzątnąć śnieg (mini gra na szybkość wciskania klawiszy).

Cała gra okraszona jest całkiem ciekawą fabułą, obserwujemy drogę Donalda od krawężnika aż do naprawdę wysokich stanowisk, jego walkę z kuzynem, jest naprawdę interesująco. Niestety ani grafika ani dźwięk nie stoją na zbyt wysokim poziomie, lecz zabawa jest mimo to przednia. Polecam!

20 maja 2008

LEGO Bionicle Challenge

Jak już wielokrotnie wspominałem, lubię gry "wyścigowe" z power'up-ami, takie, w których można sobie do przeciwnika strzelić, podstawić mu minę czy coś a widok koniecznie musi być z lotu ptaka. Czy jednak zawsze należy jeździć samochodami/kartami/quad'ami? A gdyby tak wybrać się w przyszłość i wziąć udział w rozgrywkach statków powietrznych?

Czemu nie. Kolejna gra sygnowana logiem LEGO, tym razem z dopiskiem BIONICLE. Zadaniem jest po prostu zwyciężyć turniej, składający się z piętnastu średnio-trudnych plansz. Do wyboru mamy trzy pojazdy (statki powietrzne? whatever...), oczywiście różniące się parametrami.


Trasy są dość urozmaicone. Nieraz zdarzy się, że statek nagle uderzy w ścianę drzew (lub inną) - bowiem tutaj nie należy tylko zwracać uwagi co jest przed nami. Najlepiej jest jednym okiem zerkać na mapę trasy w lewym dolnym rogu ekranu - bo na niej widoczne są zakręty - a na drodze można je przeoczyć. Np. droga wyraźnie wskazuje, że należy lecieć prosto - a trasa skręca w las. Uważam, że to doskonały pomysł. A jeszcze lepszym pomysłem jest przecinanie się trasy. Niektóre są standardowe, po prostu różne wariacje tradycyjnego koła. Lecz inne przecinają się, tworzą pętle - i tu bez spoglądania na mapkę już nie da rady!

Dodajmy, że przeciwnicy nie są w ciemię bici. Jest ich dwóch, i robią co w ich mocy, by wygrać. Owszem, gdy zostawimy ich w tyle już raczej nie zagrożą, lecz wszystko może się zdarzyć... Np. może rozpaść się statek. Ma pewną ograniczoną moc, każde uderzenie w przeciwnika, ścianę lub przeszkodę odbiera jej kawałek. Oczywiście po drodze można znaleźć power'up-y naprawiające pojazd.

Jeszcze lepszym pomysłem jest szybko kurczący się bak z paliwem. Co się stanie, gdy paliwa braknie? Ano... statek ulegnie zniszczeniu. Powróci po kilku sekundach z nowym zapasem paliwa, lecz owe kilka sekund mogą zaważyć na całym wyścigu. W czasie rejsu znaleźć można żółte fragmenty na trasie, gdy po nich przelecimy, bak nieco się uzupełni.

Power'up-y mamy przeróżne, do wyboru do koloru. Poza pokręconymi trasami mamy także inne przeszkadzajki, jak roboty Bionicle, które systematycznie strzelają przed siebie wiązkami energii, przez które podróż jest nieopłacalna:)

Naprawdę udany tytuł, warto się z nim zapoznać. Szkoda tylko, że po ukończeniu turnieju nie odblokowuje się żadna dodatkowa trasa lub kolejny pojazd...

14 maja 2008

Scarface

Niedawno przypomniałem sobie ten wspaniały film. "Człowiek z blizną" Briana DePalmy, ze scenariuszem Olivera Stone'a. W roli głównej jeden z najwspanialszych aktorów, najbardziej przekonujących, najlepszych - Al Pacino. Powiem szczerze: uwielbiam filmy z tym kolesiem, zwłaszcza gangsterskie; "Ojciec Chrzestny", "Życie Carlita" i oczywiście "Człowieka z blizną".

Jaka niespodzianka! Kolesie z Living Mobile zrobili grę na komórki na podstawie filmu... I co? Ech...


Gra ma wszelkie potrzebne licencje, by zdobyć uznanie fanów. Scenariusz gry to po prostu scenariusz filmowy; w roli głównej Al Pacino, Michelle Pfeiffer, F. Murray Abraham... Do licha, takiego shitu nie widziałem od lat!

Nazywasz się Tony Montana, przybyłeś w 1980 roku do USA prosto z Kuby, z której boski Fidel pozwolił uciec całym dziesiątkom tysięcy kubańczyków. Jedna piąta z nich to przestępcy... Montana to gangster najgorszego rodzaju, taki, który nie zawaha się ani chwili by osiągnąć swój cel. Choć trzeba przyznać: ma zasady... Stopniowo wspina się po szczeblach mafii narkotykowej na Florydzie, idzie do przodu jak burza; niszczy każdego, kto stanie mu na drodze, zmierza ku wspaniałej przyszłości, przynajmniej tak myśli...

Pierwsza plansza: idziesz kolesiem, niby nawet podobnym do Pacino i rozwalasz kolejnych koleżków. Plansza druga: tym razem jedzie sobie samochodzik, w odpowiedniej kolejności wykonywane combosy posuwają akcję do przodu. Plansza trzecia: idziesz Tonym i rozwalasz następnych kolesi. Kolejna plansza: jedziesz samochodzikiem i wykonujesz combosy... W pewnym momencie zamiast ciągu kolejnych zręcznościowych fragmentów rozgrywasz partyjkę bliżej nieokreślonej gry by podwoić swój majątek i zrobić wrażenie na Elvirze (Pfeiffer), potem znowu zasiadasz za kółkiem i wciskając z odpowiednią częstotliwością klawisz 5 utrzymujesz bezpieczny dystans za śledzonym pojazdem. Nagle - koniec gry. Już po wszystkim, z zakończeniem takim samym jak w filmie...

Grałem 15 minut. Jeszcze się nie zaczęło a już się skończyło. Masakra większa niż rządy Jarosława K.