Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vivendi Games. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vivendi Games. Pokaż wszystkie posty

6 marca 2009

The Legend Of Spyro: A New Beginning

A New Beginning to specyficzna historia z naszym ulubionym "gierczanym" smokiem w roli głównej, bo opowiada o tym, jak wszystko właściwie się zaczęło. Jest to pewnego rodzaju prequel do historii znanych nam z kolejnych części gry na konsolach (komórkach zresztą też). Druga ciekawostka dotycząca gry jest nieco nieprzyjemna - tytuł powstał ze współpracy Vivendi Games Mobile i Mighty Troglodytes (swoją szosą - zajebiaszcza nazwa:). Z czego Vivendi dziś już nie ma, taki niefajny lajf im się trafił.



Gra to platformówka, której etapy dzielą się na trzy podstawowe: czysta eksploracja, zbieranie punktów, po prostu platformówka; walki z bossami - naprawdę ciekawe oraz plansze fruwające, gdzie sterujemy smokiem w powietrzu. Każdy poprawnie zaliczony etap odblokowuje kolejny. W większości z nich znajdziemy miejsca, do których nasz smok nie będzie w stanie dojść. Przynajmniej dopóki nie zostanie nauczony kolejnego czaru, który owe miejsca odblokuje. Jest to całkiem dobry system, dzięki któremu nieco zwiększyła się grywalność - ktoś, kto będzie chciał zaliczyć każdą planszę w 100% będzie musiał je kilkakrotnie powtórzyć. Warto dodać, iż plansze wcale nie są banalnie proste - przyjdzie się wysilić, poszukać wszystkich sterujących (otwierających nowe przejścia) elementów. Minie ładna chwila nim ostatnie etapy zostaną ukończone. Naprawdę przyzwoity kawałek platformówki, mocno infantylnej - jak wszystkie odcinki serii Spyro, lecz mimo to i tak wciągającej. Polecam!


6 stycznia 2009

Red Baron

Gdy dowiedziałem się, że na telefony komórkowe wyszedł Red Baron, byłem dziwnie przekonany, że będzie to symulator. W końcu po tytułach takich jak Deep czy Galaxy On Fire wiadomo już, że i komórka może dać radę w tego typu rozgrywce. Ale nie - pierwsze screeny jakie widziałem ukazywały samolot z góry. Czyżby zatem czekała mnie strzelanka na zasadzie Tyrian czy Raptor (zagrywałem się lata temu na 486DX2S:)?

Otóż nie. Akurat rozwiązania, które zaserwowało nam nieistniejące już niestety Vivendi się nie spodziewałem. Owszem, widok jest z góry, ale gra wcale nie polega na stałym locie do przodu, na spotkanie z przeznaczeniem. Otóż nasz wspaniały dwupłatowiec leci swobodnie w każdym kierunku, na planszy przedstawiającej dane pole bitwy. Coś wspaniałego.

Startujemy w lewym dolnym rogu planszy - tam jest lądowisko. Zadania, które czekają na bohaterskiego pilota są dość trudne: po pierwsze zawsze jest sam. A wrogich jednostek latających jest mnóstwo, w dodatku każda strącona zostaje natychmiast zastąpiona nową. Celem gry jest albo bombardowanie celów naziemnych, albo też ochrona wszelakich konwojów przed atakiem samolotów wroga. Wywiązują się przez to wspaniałe walki w powietrzu, stosunkowo realistycznie przedstawione, bowiem samolot bohatera zachowuje się typowo: od długiego strzelania zacina się broń, liczba bomb jest ograniczona - gdy się skończą należy wrócić do bazy, podobnie ma się sprawa z paliwem. Także niejednokrotnie będzie trzeba kilka razy lądować w celu uzupełnienia zapasów, zostawiając bez opieki konwoje. Doskonała strzelanka, po prostu prawdziwy Red Baron!



14 maja 2008

Delta Force


Tekst w serwisie gaminator.pl:


12 maja 2008

Delta Force: Black Hawk Down - Team Sabre

Sabre Team? Od razu następuje skojarzenie z bardzo starą grą na PC. Taktyczna, zdaje się... grupka żołnierzy, zadanie do wykonania... No, to sprawdzam wersję mobile.

Kurcze, pierwsza misja, i jakiś helikopterek... Leci w kółko dokoła obozu irackich terrorystów (chyba...) a gracz celowniczkiem rozwala kolejnych bojowników oraz trochę ich ciężkiego sprzętu. Niezbyt mi się podoba, choć graficznie/muzycznie nie można nic grze zarzucić. Ale celowniczek...?


Pomyślałem: "dobra, pierwsza misja poszła szybko, to walnę jeszcze jedną i olewam grę". Misja druga: nie ma helikopterka ;-) Rozpoczyna się Sabre Team (jednak). Jest tu ktoś w stylu komandosa (Ranger?), snajper i inżynier. Klawiszem 0 zmieniamy którym gagatkiem będziemy się poruszać. Ranger jest dość odporny na rany, może nawet wstąpić na minę. Snajper trochę mniej, trzeba używać gościa oszczędnie, bo ma niewiele amunicji. Inżynier w ogóle nie potrafi walczyć, może jedynie wezwać atak z powietrza (np. wysadzić szyb naftowy), może rozmontować miny (które tylko on widzi, więc najlepiej przeczesać teren inżynierem, bo pozostali kolesie nie widzą zagrożenia) no i może nieco pomóc rannym kolegom.

Nie ma obowiązku by przeżyli wszyscy, więc spoko jeśli w ostatnim momencie któryś z nich spocznie na polu chwały. No, chyba że misja zakłada inaczej, wtedy trzeba się starać...

Gra jest świetna, przyjemna, niezbyt trudna ale i nie banalna. Choć przeciwników jest dużo, często można załatwić kilku naraz (sprytnie porozmieszczane puszki z benzyną). Po każdej misji taktycznej jest znowu strzelanka z helikopterka, po paru misjach odbytych zmieniamy nastrój z Iraku na Kolumbię, i tak do końca... Polecam!