Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mr. Goodliving. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mr. Goodliving. Pokaż wszystkie posty

6 września 2009

Cake Mania: Celebrity Chef

Cake Mania to nie nowość na telefonach komórkowych, była już co najmniej jedna część wcześniej. Nieważne. Tym razem wcielamy się w bohaterkę czegoś na kształt reality show, gdzie celem jest zdobycie godności (łot?) "Celebrity Chef".

Spotkało się zatem kilka postaci, po czym biorą udział w kolejnych zadaniach. Oczywiście chodzi o obsługiwanie klientów w cukierni. Wszystko opowiedziane jest przez dwójkę sympatycznych prezenterów telewizyjnych, na bieżąco komentujących wydarzenia.


Sama rozgrywka jest dokładnie taka sama, jak np. w Turbo Pizza. Zbieramy zamówienie, wykonujemy je, oddajemy klientowi, zbieramy pieniądze. A wszystko w jak najszybszym czasie. Nowością są zamówienia dla par, oraz zamówienia podwójne - jedno ciasto na drugim. Gra nie owija w bawełnę, szybko gracz zaczyna się pocić, z niepokojem spoglądając w przyszłość. Ale o to chodzi. Urozmaicono rozgrywkę mini grami zręcznościowymi, lecz one akurat są na dość niskim poziomie, nie warto wspominać. Na grafikę i dźwięk narzekać nie wypada, lecz z całą pewnością żadne cudo też to nie jest. Tytuł przyzwoity, dla fanów "kelnerskich zręcznościówek", których na rynku jest coraz więcej pozycja naturalnie obowiązkowa.

2 czerwca 2009

Sally's Spa

Każdy, kto polubił zaradną Sally, która w naszej pamięci utkwiła jako twarda sztuka, co żadnego wyzwania się nie boi, z pewnością ucieszy się na wieść, iż została bohaterką kolejnej gry. Ale już znacznie mniej się ucieszy, gdy dodamy, że gra owa to klasyczna kontynuacja Sally’s Salon, gdzie nowości w temacie jest zero.

Tym razem Sally uderza w nieco inny, choć powiązany z poprzednim biznes, mianowicie tak popularne ostatnio spa. Zasady się nie zmieniły: zadaniem jest obsłużyć jak najwięcej klientów, przy zachowaniu reguły, iż niezadowolony klient wychodzi obrażony i robi nam antyreklamę. Czyli po pierwsze należy robić dokładnie to, co klienci pragną, po drugie należy zapoznać się z profilem klienta – by wiedzieć, kto ma ile cierpliwości, a po trzecie – najważniejsze – należy się sprężać!


Z początku wszystko robimy samemu, lecz szybko okazuje się, że mając odpowiednią ilość gotówki można zatrudnić pomagierów. Podobnie przedstawia się sprawa wnętrza salonu: z początku wszystko jest proste i nieskomplikowane, by po chwili stało się nowoczesne i zatrzymujące klientów na dłużej, dzięki stosownym upgrade’om.

Gra podzielona jest na kilka miast. Zaczynamy w swojskim Laguna Beach, by następnie skoczyć do Nowego Jorku, potem do stolicy przyjemności – Rzymu, następnie otwieramy filię na ogromnym, turystycznym krążowniku na oceanie... By w końcu dotrzeć do Japonii. Każda nowa lokacja to pięć dni. Każdy dzień przynosi pieniądze, przed rozpoczęciem kolejnego wydajemy je na upgrade.

Gra nie różni się znacznie od poprzednika. Są tylko małe ciekawostki, z których najciekawszą z pewnością jest sklepik. W naszym salonie znajduje się regał, na którym codziennie należy ułożyć pewną ilość produktów. Samoopalacze, tabletki anty-stresowe i tym podobne produkty. Rankiem koleżanka informuje Sally o zapotrzebowaniu. Umiejętne przewidywanie potrzebnych produktów pozwala je sprzedać, więc i zarobić. Inną ciekawostką, której nie było w poprzedniku jest fakt, iż ogromna większość zabiegów polega na mini grach. I z jednej strony jest to fajne – bo nie tylko zasuwamy jak mały samochodzik po sklepie, ale i relaksujemy się przy mini gierce, ale z drugiej strony wprowadza to jednak chaos. Trudno jest zapamiętać kto wszedł w jakiej kolejności, więc po chwili gra robi się chaotyczna, zwracamy uwagę jedynie na ilość serduszek u klienta, czyli stan jego zadowolenia. A w poprzedniej części można było nad wszystkim zapanować, a co za tym idzie łatwiej było się wczuć.

Gra i tak jest niezła, w dodatku z fajnymi melodyjkami, grafika także nie robi złego wrażenia, choć praktycznie nie zmieniła się od czasów Sally’s Salon. Fani masakrowania klawiatury spod znaku Diner Dash, Beauty Center czy Coffee Shop muszą to mieć, ale pozostali jeśli mają wybór, niech zagrają w poprzednią część. Była jednak lepsza.

23 kwietnia 2009

Burger Rush

Firma Gamenauts to producent, który w znacznej mierze atakuje komputery PC, nie tylko komórki. Specjalizuje się z prostej, nieskomplikowanej rozrywce, podobnie jak na przykład Gameloft czy Digital Chocolate próbuje opchnąć swoje tytuły PeCetowcom.

Burger Rush to kolejna gra oparta na starym jak świat pomyśle układania diamentów. Wcielamy się w młodą wielbicielkę niezdrowej żywności, zaliczając coraz to lepsze bary. Celem gry jest rzecz jasna po prostu zadowolenie klientów. Każdy z głodomorów zamawia pewną ilość jedzenia-śmierci, lub jak też lubią mówić stare punki - trupa. Przychodzi taki i chce dwa hamburgery, trzy cheesburgery i do tego sosik. Zadaniem gracza jest ściągać składniki tych wymyślnych potraw z planszy, układając żarcie jak klasyczne diamenty. Zatem na naszej planszy znajdziemy nie kolorowe gemy, a kotlety, bułki, sałaty, papryczki, keczup i inne budujące zatory w żyłach, nafaszerowane cholesterolem potrawy.



Każda runda składa się z określonej ilości czasu. W tymże czasie należy obsłużyć jak największą ilość klientów tak, by zdobyć wymaganą do zaliczenia etapu ilość dolarów. Oczywiście można ją przekroczyć i zaliczyć planszę na eksperta, co przełoży się na tzw. "tokeny", które gromadzimy, by dokonywać ulepszeń swoich potraw. Takie "tokeny" wydajemy między kolejnymi etapami właśnie na upgrade'y, dzięki czemu nasze hamburgery, fishburgery, a nawet Royal with Cheese/ćwierćfunciak z serem nabiorą po prostu niepowtarzalnego smaku, i to bez popijania zdrową, pyszną colą (tudzież cudownym sprite'm!).

Wiadomo, że na planszy może akurat nie być tych składników, które potrzebujemy, bądź mogą być od siebie oddalone. Trzeba wtedy ściągać co się da, licząc na wymieszanie się układu. Klienci jednak czekając niecierpliwią się, wtedy warto im dorzucić gratis jakiś bonus - colę, frytki czy lizaka. Na samej planszy natomiast, prócz "tokenów", czasem znajdziemy koktajl - należy go natychmiast zebrać, gdyż jeden koktajl poprawia humor wszystkim klientom w barze.

Rzecz jasna gra jest coraz trudniejsza, pojawia się po pierwsze coraz więcej składników, a po drugie wyraźnie można zaobserwować, iż w późniejszych etapach nie układają się już tak chętnie, trzeba się znacznie bardziej wysilić.

Gra oferuje bardzo przeciętny dźwięk, który raczej każdy po pięciu-dziesięciu minutach wyłączy oraz całkiem przyzwoitą grafikę, ale z jedną uwagą: otóż plansza ze składnikami jest dość niewielka. Znacznie przyjemniej by się grało, gdyby zajmowała większy fragment ekranu, wtedy i składniki byłyby wyraźniejsze, co naprawdę zwiększyło by grywalność. Podsumowując: ani pomysł, ani wykonanie nie zachwyca, gra raczej tylko dla wielbicieli układanek diamentów, nienasyconych od czasów Paris Hilton's Diamond Quest, Diamond Twister czy nawet Puzzle Quest

Przy okazji, choć nikt mi (niestety) nie płaci za reklamę, to polecam zajrzeć na stronę producenta i ściągnąć sobie wersje trial'owe gier na PC, Gamenauts robi całkiem przyzwoite puzzle :)


6 listopada 2008

Sally's Salon

Zręcznościowych, niszczących klawisze telefonu gier ciąg dalszy: był taki tytuł Beauty Center. Działał na takiej samej zasadzie jak wszystkie gry "restauracyjne", i był to dobry tytuł. Mr. Goodliving spróbował zrobić swoją wersję... i jest lepsza!

Wcielamy się w rolę niejakiej Sally, kobiety, która żadnej pracy się nie boi. Właśnie wydobyła z konta wszystkie oszczędności, zwolniła się z pracy i otwiera własny salon kosmetyczno-fryzjerski. Zadaniem gracza jest sterowanie bohaterką tak, by obsłużyła jak najwięcej klientów, z zaznaczeniem, iż ich zadowolenie to sprawa najważniejsza.


Na początku nie jest lekko. Wszystko trzeba robić samemu. Mycie włosów, farbowanie, cięcie, potem trwała, makijaż do tego... Recz jasna nie wszyscy pragną wszystkiego, niektórych klientów zadowoli mycie i strzyżenie. Problem polega jednak na tym, że mamy dwa miejsca w poczekalni. Dopóki są zajęte, nie wejdzie żaden następny klient. Więc trzeba się uwijać.

Gra nie ogranicza się do wyboru miejsca, w którym ma usiąść klient i skierowania do niego Sally. Otóż w momencie, gdy ma nastąpić cięcie, farbowanie czy makijaż, ukazuje się obrazek jakby lustra, w którym odbija się postać klienta. Tak długo przewijamy kolejne kadry, aż na twarzy delikwenta pojawi się uśmiech - to znaczy, iż ten kolor/fryzura/makeup jest OK.

Na szczęście gra nie jest jedynie na punkty, lecz zarabiamy tu realne pieniądze. Pomiędzy kolejnymi etapami można je wydać: więcej krzeseł w poczekalni, prenumerata magazynów (by oczekujący się nie nudzili), ekspress do kawy (darmowa kawa dla klientów), wygodniejsze stanowiska pracy i - co najważniejsze - zatrudnienie dodatkowego personelu. Gdy mamy już pracowników, roboty jest mniej. Stojąca przy maszynie do robienia trwałej kobieta zajmuje się wszystkim, klienta jedynie trzeba do niej "ręcznie" posłać. I zająć się kolejnym. Wraz z postępami w grze robi się cudowny chaos, gdy jednocześnie obsługujemy pięciu klientów. Tu strzyżenie, tam farbowanie... na stanowisku do makijażu już czeka następny. Rewelacja.

Gra podzielona jest na dni. Gdy zaliczymy wymaganą ich liczbę, Sally przenosi się do kolejnego, większego salonu, gdzie oczywiście roboty jest więcej, ale i bonusów, usprawniających pracę też. Dość drogo, przyznam. Gra ma niesamowite oddziaływanie. Nieraz, zamiast iść do przodu z fabułą, będziemy wracali wstecz tylko po to, by pobić rekordy i nie zaliczyć planszy tylko na wymaganą liczbę punktów, ale na ekspercką ich liczbę. Produkt wciągający na maksa, ukazujący klasę producenta, który w moim prywatnym rankingu jest coraz wyżej. Widać, że nie tylko Playmany im wychodzą dobrze! Polecam gorąco, rewelacyjna gra.

1 października 2008

Playman Extreme Running

Namnożyło się ostatnio Playmanów na tym blogu. Ostatnim jak na razie tytułem jest Playman Extreme Running, który - znowu - zaskoczył mnie niezwykle. Otóż gra owa, to nic innego jak klasyczne Yamakasi, gdzie jedynym celem jest po prostu tak biec przed siebie, by nie zatrzymać się ani przez chwilę, omijając, przeskakując i wykorzystując do nabrania prędkości wszelkie zmiany w terenie.


Do wyboru mamy dwie postaci: Playmana i jego siostrę Blaise. Gra podzielona jest na dwanaście etapów, fragmentów miasta, które należy pokonać. Każdy z nich dodatkowo składa się z kilku konkurencji, także - uwierzcie mi na słowo - gra szybko nie opuści telefonu, bowiem poziom trudności rośnie w miarę postępów i przyjdzie, oj przyjdzie się Graczowi wysilić. A i mięsem rzucić pewnie nie raz...

Owe dodatkowe konkurencje to zazwyczaj coś w stylu tutorialu, gdzie poznajemy nowe triki, sprint po dachach (z oponentem, w miarę rozwoju gry przeciwnik biegnie coraz szybciej), gonitwa za flagami do zebrania (najpierw mamy rzut oka na planszę, po czym należy zebrać wszystkie flagi w ustalonym czasie) i zdobycie punktów. Ostatnia konkurencja jest już bardzo pro, bowiem bez zapoznania się z tajemniczymi trikami, nie ma nieraz szans na zdobycie wymaganej ilości punktów w ustalonym z góry czasie. Zresztą, szczerze mówiąc gdzieś od połowy gry "Playman Extreme Running" staje się totalnym hardcore'm, z niezwykłym poziomem trudności. Gra jest w tym momencie denerwująca, bo w końcu: ileż można? Ale z drugiej strony przedłuża to jej żywotność bardzo, a satysfakcja po wykonanym zadaniu jest ogromna.


Grafika w grze jest typowa dla serii - przejrzysta, klarowna i po prostu ładna. Animacje postaci to klasa sama w sobie, kolesie z Mr. Goodliving to naprawdę utalentowani producenci, wiedzą o co chodzi w grach. Gorąco zachęcam do sięgnięcia po tytuł, choć gra ma już ponad rok, to wciąż nieźle daje czadu!


29 września 2008

Playman Summer Games 2

Po rewelacyjnej części trzeciej, dla przedłużenia rozgrywki odpaliłem część drugą. I jak? Prawie tak samo dobrze, jak trójka! Różnice kosmetyczne - choć w pewien sposób istotne: nie ma przeciwników, są same Playmany. W trójce było lepiej, bo przeciwnicy się różnili, a tu same gogusie, ale... szczegół.


Najważniejsze, że zabawa jest doskonała. Wybieramy imię zawodnika oraz pochodzenie i od razu przechodzimy do gry. Najpierw sprint na 100 metrów. Po bokach postaci ukazują się klawisze do wciśnięcia, 4 lub 6. W nieregularnej kolejności, zatem należy uważać. Jeden źle przyciśnięty guzik, i po zawodach.

Następnie przechodzimy do rzutu młotem. Trzy próby. Zasada jest taka, iż najpierw zawodnik "się rozkręca" - a Gracz musi czterokrotnie wcisnąć fire w odpowiednim momencie. Następnie, gdy młot już jest w powietrzu, pojawia się na moment komiksowa chmurka z wykrzyknikami. Natychmiast jak tylko się ukaże należy ponownie wcisnąć fire. Dodaje to mocy młotkowi, dzięki czemu poleci dalej. Po naszym rzucie obserwujemy rzuty przeciwników.

Kolejna konkurencja to skok w dal. Znowu rozpędzamy się poprzez nieregularne uderzanie klawiszy 4 i 6, po czym należy trafić fire w odpowiednim momencie, by zawodnik wyskoczył. Na końcu, gdy już uda się rozpędzić i skoczyć, trzeba jeszcze dwukrotnie trafić w dobrym momencie fire, by Playman nabrał odbicia i na sam koniec znowu fire, by przedłużyć skok.

Ostatnia konkurencja to rzut oszczepem. Znowu nabieramy rozpędu, po czym na ostatnich metrach przed linią należy jeszcze wyregulować kąt rzutu.


Punkty zebrane w konkurencjach się sumują i podają ostateczny wynik. Możliwe jest także pokonywanie rekordów świata, choć niestety brakuje po takim zdarzeniu jakiejś fajnej animacji. Grafika jest bardzo dobra, niewiele gorsza niż w trójce, dźwięk także daje radę. Po zwycięstwie w turniejach: regionalnym, narodowym i międzynarodowym, odblokowuje się super trudny poziom - MrG All-Stars. No, powodzenia...


12 września 2008

Playman Summer Games 3

Jak ostatnio rzekłem, tak zrobiłem i zainteresowałem się bardziej bohaterem gier mobilnych o durnym imieniu Playman. I co się okazało? W telefon wpadła stosunkowo nowa produkcja, która okazała się być jedną z najlepszych gier mobilnych, w jakie grałem w życiu.


Playman Summer Games 3 to tak naprawdę zbiór pięciu konkurencji: sprint na 100 metrów, skok w dal, bieg na 110 metrów przez płotki, skok o tyczce i rzut oszczepem. Gra wygląda w ten sposób, iż najpierw zmagamy się w każdej z tych konkurencji z jednym zaledwie przeciwnikiem. Gdy uda się go pokonać, przechodzimy do kolejnej konkurencji. Po zaliczeniu wszystkich pięciu mamy do dyspozycji mistrzostwa, gdzie będzie już standardowo - w sportowej rywalizacji weźmie udział każdy z uprzednio napotkanych zawodników.

Gra jest wybitnie zręcznościową pozycją. Wszelkie biegi odbywają się na zasadzie jak najszybszego wciskania klawiszy 4 i 6. Oczywiście nie na przemian, ale w takiej konfiguracji, jak ukazane będzie na ekranie. Następnie klawiszem fire (5) dokonujemy finiszu. Czyli podczas biegu fire doda Graczowi tego ostatniego, decydującego sprintu, skacząc o tyczce należy przytrzymać fire i w odpowiednim momencie puścić, by zawodnik się dobrze wybił, podobnie sprawa ma się przy rzucie oszczepem, gdzie najpierw przytrzymujemy fire, po czym puszczamy. Tu ciekawa sprawa, należy na pamięć puścić fire w ostatniej konkurencji, bowiem - zupełnie jak w rzeczywistości - siła rozpędu pcha zawodnika kilka kroków w przód, i jeśli wyjdzie za linię końcową, to jest faul. Zatem po prostu na pamięć puszczamy fire i oglądamy lot oszczepu.


Gra po prostu jest doskonała. Takiej wyraźnej i szczegółowej grafiki jeszcze nie widziałem - niby jest prosta, ale jednocześnie niezwykle dopasowana. Postaci animują się tak dokładnie, że wierzyć się nie chce, iż gramy na telefonie komórkowym. Dźwięki dopełniają całości obrazu. Gdybym wystawiał tutaj oceny, byłaby prawdopodobnie 10!

Po ukończeniu mistrzostw (zwycięskim, ma się rozumieć) w trybie Amateur, odblokowuje się automatycznie tryb Proffessional, gdzie jak łatwo się domyśleć nie będzie już tak prosto. Na zakończenie jeszcze dodam, iż gra wyświetla w miarę aktualnie wyniki w owych konkurencjach - jeśli naszemu Playmanowi zdarzy się pobić rekord świata, zostaniemy uraczeni pełną radości animacją i naprawdę - można się poczuć jak Mistrz Olimpijski. Polecam, gra rewelacyjna!